Polamer Inc

Rosja domaga się zwrotu nieruchomości zajętych przez Amerykanów

Rosja domaga się zwrotu dwóch ośrodków wypoczynkowych dla dyplomatów w Stanach Zjednoczonych, które Amerykanie zajęli w ubiegłym roku na mocy decyzji ówczesnego prezydenta Baracka Obamy. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow skrytykował postępowanie USA, mówiąc o "grabieży" dokonanej przez Amerykanów.

W grudniu ubiegłego roku Barack Obama zdecydował o wydaleniu 35 rosyjskich dyplomatów i zamknięciu rosyjskich ośrodków wypoczynkowych w stanach Maryland i Nowy Jork. Była to reakcja na informacje o tym, że rosyjskie służby włamywały się do komputerów członków Partii Demokratycznej, by zdobyć materiały kompromitujące ówczesną kandydatkę na prezydenta Hillary Clinton. Siergiej Ławrow odniósł się w Mińsku do medialnych doniesień, jakoby Amerykanie za zwrot nieruchomości żądali czegoś w zamian.

Minister powiedział, że stawianie warunków w tej kwestii przypomina "kradzież w biały dzień" i podkreślił, że tak nie zachowują się przyzwoici ludzie. "Jak można zająć własność chronioną międzynarodową umową, a potem chcieć ją zwrócić w oparciu o zasadę 'co jest moje - jest moje, a tym, co jest wasze, się podzielimy?'" - pytał retorycznie Ławrow. Zdaniem szefa rosyjskiej dyplomacji, administracji Baracka Obamy chodziło o zepsucie dwustronnych relacji - tak, aby nie mógł już ich odbudować nowy prezydent Donald Trump.

W podobnym tonie do Ławrowa wypowiedział się rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który stwierdził, że w tej sprawie właściwie nie ma o czym dyskutować. "Uważamy, że stawianie warunków dotyczących zwrotu mienia dyplomatycznego jest absolutnie nie do zaakceptowania. Musi ono być zwrócone bezwarunkowo, bez żadnych rozmów" - powiedział Dmitrij Pieskow.

Moskwa na nadzieję, że sprawę rosyjskich ośrodków wypoczynkowych w Stanach Zjednoczonych uda się uregulować w trakcie poniedziałkowego spotkania w Waszyngtonie wiceministra spraw zagranicznych Siergieja Riabkowa z amerykańskim podsekretarzem stanu Thomasem Shannonem. Jak podaje gazeta "Izwiestija", od rezultatu dzisiejszych rozmów zależy, czy Rosja podejmie dalsze kroki w tej sprawie. Kreml, w odpowiedzi na postępowanie Amerykanów, rozważa wydalenie z kraju 30 amerykańskich dyplomatów i zajęcie części mienia, należącego do Stanów Zjednoczonych.

Informacje o włamywaniu się rosyjskich hakerów do komputerów Demokratów to nie jedyne doniesienia o rosyjskiej ingerencji w przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich. W ostatnim czasie okazało się, że Donald Trump Junior, syn obecnego prezydenta Donalda Trumpa i jego doradca w czasie kampanii wyborczej, w czerwcu ubiegłego roku spotkał się w Nowym Jorku z rosyjską prawiczką, która miała dysponować materiałami kompromitującymi dla Hillary Clinton.

Trump Junior przyznał, że na rozmowę szedł z nadzieją uzyskania dokumentów szkodliwych dla kandydatki Demokratów, ale jak się okazało, rozmowa dotyczyła zupełnie innych dyplomatów. Ostatnio Amerykanie zdecydowali o usunięciu rosyjskiej firmy Kaspersky Lab z list zaufanych dostawców oprogramowania dla administracji publicznej. Doszło do tego, kiedy pojawiły się informację, że spółka może być powiązana z Kremlem i rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Kaspersky Lab konsekwentnie zaprzecza tym pogłoskom. (IAR)